O Johnie Borrellu

Dla młodych Nowozelandczyków w latach 60, takich jak John Borrell, podróżowanie i praca za granicą „za morzami” było czymś w rodzaju wprowadzenia w życie, czymś co robiło się przez kilka lat, aby wrócić do Nowej Zelandii, „ustatkować się”, podjąć stałą pracę, założyć rodzinę i wziąć kredyt mieszkaniowy.

John został korespondentem zagranicznym i zamiast wrócić po zakosztowaniu świata, spędził ponad 20 lat relacjonując rewolucje, wojny i dramaty międzynarodowej polityki dla czołowych gazet i magazynów na świecie.

Kiedy już wreszcie miał dosyć pełnego adrenaliny życia międzynarodowego korespondenta, osiedlił się w Polsce zamiast wracać do Nowej Zelandii.

Piętnaście lat później stał się jednym z najlepiej znanych w Polsce importerów wina oraz właścicielem małego luksusowego hotelu na Kaszubach o światowej renomie z własną winnicą i jak to opisuje Wine Spectator, znany na całym świecie nowojorski magazyn, z jedną z najbardziej wyjątkowych restauracyjnych list wina na świecie.

Robiąc to wszystko znalazł także czas aby założyć, finansować i publikować lokalną kaszubską gazetę w celu ujawniania nieprawidłowości rządzenia, korupcji i przywilejów starego systemu, które jak mówi , ciągle nękają polską scenę polityczną.

Z tym wszystkim, polską żoną i dwójką dzieci, które wychowały się w Polsce, uważa że jego szanse na powrót do Nowej Zelandii są bardzo małe.

Odwiedź jego lodge, a znajdziesz wiele rzeczy, które przypominają zarówno jemu jak i gościom o rodzinnej ziemi na antypodach, zaczynając od dużych obrazów, widoków Nowej Zelandii na ścianach w lodge po bezpretensjonalną, a ciepłą i przyjacielską „down under” obsługę, jak sam twierdzi, typową dla Nowej Zelandii.

„Zawsze pamiętasz o swoich korzeniach” – mówi John, „tym więcej im bardziej się starzejesz i wspomnienia stają się bardziej odległe”.

Dla Johna to wspomnienia dzieciństwa na farmie mlecznej w prowincjonalnym Taranaki, wczesne sportowe sukcesy piłkarskie i w krykiecie, edukacja w najdalej na południu świata położonym uniwersytecie w Dunedin na południowej wyspie i pierwsza praca w prowincjonalnej gazecie.

To wszystko miało prowadzić do większych i lepszych osiągnięć za granicą, i po Azji i długim pobycie w Afryce pisząc dla londyńskiego The Guardian oraz Economist i relacjonując dla BBC, John dołączył do nowojorskiego Time Magazine, wtedy największego na świecie magazynu informacyjnego.

Po okresach pracy jako szef biura Time Magazine w Afryce, Bliskim Wschodzie i Ameryce Łacińskiej, John przybył do Europy, aby relacjonować upadek komunizmu w 1989 roku. Jego pierwsze relacje reporterskie w Polsce dotyczyły rozmów okrągłego stołu pomiędzy Solidarnością i Partią Komunistyczną. Wiele razy podróżował do Polski ze swojej bazy w Wiedniu, gdy rozpadał się dawny system.

Trzy lata później, kiedy zaczęła się wojna w Bośni, uświadomił sobie, że będzie to dwudziesta z kolei rewolucja, wojna czy też zamach stanu, które relacjonował przez tyle lat – i tak jak wiele poprzednich, skończy się łzami bez żadnego widocznego zwycięzcy.

Poleciał więc do Nowego Jorku, zrezygnował i zaczął budować nowe życie dla siebie w sercu Kaszub.